Powołania z parafii

Siostra Małgorzata Zabawa i jej powołanie

s. Małgorzata Zabawa
ur. 30.07.1971rok.

Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej (tzw służebniczki dębickie, bo Dom Generalny jest w Dębicy)założone przez bł. Edmunda Bojanowskiego.

Słowo od s. Małgorzaty o swoim powołaniu:

Do Zgromadzenia wstąpiłam po maturze czyli we wrześniu 1990 roku. I śluby (od nich liczy się w naszym Zgromadzeniu wszelkie jubileusze) złożyłam 21. 08. 1993 roku; śluby wieczyste: 22. 08. 1999 roku.

Obecnie przebywam na placówce w Dębicy, w Domu Generalnym naszego Zgromadzenia. Katechizuję w naszej ochronce (przedszkole prowadzone przez siostry), opiekuję się starszymi siostrami, a także wypełniam różne prace domowe.

Historia mojego powołania jest bardzo krótka. W maju 1990 r, gdy zdawałam maturę uczestniczyłam we Mszy sw. w naszej kaplicy w Świebodzinie w niedzielę powołaniową. Kazanie głosił ksiądz zaproszony przez ks. Proboszcza z Poręby Radlnej. Mówił o tym, że Jezus wzywa ludzi młodych do pójścia za Nim, do głębszej miłości i zażyłości z Nim. Pod koniec kazania ksiądz zadał pytanie: "A może to ciebie wzywa Jezus by iść za Nim..." To był wewnętrzny szok. Odebrałam to całkowicie do siebie. Było to tak, jakby grom we mnie uderzył i wypalił to wszystko, co do tej pory było ważne. Pamiętam to do dziś, bo od tamtej Mszy św. moje życie stanęło na głowie. Nie zaznałam już wewnętrznego spokoju. Moje serce i myśli nie potrafiły już niczego innego dopuścić do siebie, jak tylko to, że Jezus mnie wzywa...

Przecież do tego dnia, do tej niedzieli moje plany były inne... chciałam mieć rodzinę, spełnić swoje marzenia, które były w sercu, a tu nagle wszystko się zmieniło. To, co do tej pory było istotne, teraz stało się nieważne. Jezus wszystko mi pomieszał. Nie potrafiłam już nic innego zrobić, jak poddać się temu wezwaniu i odpowiedzieć na Jego zaproszenie, bo czułam, że chce mnie całą, całe moje serce.

Nawiązałam kontakt z Siostrami z Dębicy, pojechałam na spotanie i poprosiłam o przyjęcie do Zgromadzenia. To wszystko stało się w jednym tygodniu. Ale do Zgromadzenia wstąpiłam 8 września, w święto Maryjne, bo taki jest termin i zwyczaj przyjmowania kandydatek do naszego Zgromadzenia. Najważniejsze jednak jest to, że od maja do września, nie miałam cienia wątpliwości, że to jest moja droga. Nowa, zupełnie nieznana, ale moja; tajemnicza, ale może przez to tak wspaniała.

Życie zakonne nie jest usłane różami, nie jest sielanką. Jest życiem normalnych, zwykłych ludzi, dlatego są w nim radości i smutki, chwile wspaniałe i trudne, ale  jedno jest pewne - jeśli pokocha się Jezusa -tak na całego i wszystko czyni się z miłości do Niego, to ma się jeden cel - pozwolić Jezusowi zbawić siebie, pomóc Mu zbawić swoich bliskich i wszystkich ludzi, a zbawienia dokonał Jezus na krzyżu. On nikomu nie obiecał wspaniałego, wygodnego i lekkiego życia. Nie powiedział, że kto za Nim pójdzie, ten będzie siedział na tronie i odbierał hołdy, a inni będą mu usługiwać. Jezus powiedział, że kto chce pójść za Nim, musi wziąć swój krzyż... Krzyż, a nie berło do rozkazywania... Ale powiedział też, że Jego jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie... Kto czyni wszystko z miłości do Jezusa ten w Nim odnajduje pokój i radość, a obowiązki i służenie innym stają się prawdziwie lekkie, bo wie się, po co i dla KOGO się to robi.

Zapytajcie małżonków, czy ich życie jest sielanką, czy mają same radości i sukcesy? Ja takich nie spotkałam. Życie zakonne jest normalnym życiem ludzkim, więc jak wszędzie, dotyka nas cierpienie, rozczarowanie (ale tylko ludźmi, a nigdy Bogiem), doświadczamy ludzkich słabości i grzechu. Doświadczamy chwil wspaniałych, ale i dotykamy bólu.

Normalnie żyjemy, ale jest jedna zasadnicza różnica. Kimś, w Kim mamy oparcie, dla Kogo wszystko czynimy, w Kim jest cel naszych pragnień, dążeń, wysiłków i podejmowanych obowiązków nie jest człowiek (jak np. w małżeństwie), który może nas zranić, zdradzić, oszukać, ale jest sam BÓG, niezmienny w miłowaniu i wierności, miłosierny dla naszych słabości, a nade wszystko dający życie wieczne, a nie tylko obietnicę, że nie opuści nas do śmierci. Bóg prowadzi nas poza śmierć.

Czy małżonkowie mogą to sobie dać, ofiarować??? Małżeństwo to wspaniały dar dla dwojga ludzi, ale życie zakonne to cudowny dar dla człowieka wybranego i umiłowanego przez Boga. Każdego dnia dziękuję Jezusowi za to, że mnie właśnie chciał mieć dla siebie, bo przecież tyle było dziewcząt lepszych i świętszych ode mnie w Świebodzinie w 1990 roku, a jednak to do mnie, mało ciekawej i mało znaczącej, mało pobożnej i mało wartościowej według innych,  powiedział "Pójdź za Mną".

W szkole byłam przeciętna, a może nawet mało zdolna, poza tym pochodziłam z rodziny wielodzietnej i mało zamożnej, a jednak to właśnie moich Rodziców wybrał Bóg, by to Oni uczyli mnie modlitwy, miłości, życia dla innych, a nie tylko dla własnego "ego". Dziękuję Mu także za moje Rodzeństwo, bo choć jako dzieci strasznie rozrabialiśmy, nawet biliśmy się między sobą, to dzisiaj, jedno za drugie czuje się odpowiedzialne i wzajemnie potrafimy sobie pomagać w kłopotach i przeciwnościach życia, a tego nauczyli nas właśnie Rodzice. Dziś pragnę Im wszystkim podziękować, że urodziłam się i wychowałam w tej właśnie Rodzinie, a nie żadnej innej, mimo, że nie była może ona idealna.

Co chciałabym dziś powiedzieć młodym? Za bł. Janem Pawłem II powtórzę: Nie bójcie się, nie lękajcie, bo czy będziecie powołani do małżeństwa, czy do samotności, czy do tej wspaniałej zażyłości z Jezusem jako powołani, to On jest zawsze i ze wszystkimi w każdym czasie.Trzeba tylko mądrze i odpowiedzialnie przeżywać swą młodość. I
pytać Boga na modlitwie jaki ma wobec każdego plan? Co i jak mamy robić? Modlę się za moją Parafię, by z niej Bóg upatrzył sobie chłopców i dziewczęta do swojej służby i by oni mieli odwagę i wielkodusznie poszli za Nim.

Pozdrawiam wszystkich i proszę o pamięć o mnie przed Bogiem, bym zawsze i do końca życia pozostała Mu wierna
                 
                    s. Małgorzata Zabawa